"Niepokojące wieści"
Nastał dzień Valarów. Od dłuższego czasu Aredhel nie śniła już tak spokojnie. Obudził ją dźwięczny śpiew, kolorowych ptaków, siedzących na gałęzi masywnego drzewa, za oknem komnaty Amrasa. Elfka ogarnęła bystrym wzrokiem całe pomieszczenie. Osoby, której szukała, nigdzie nie było. Zniknęły też jego rzeczy. Niewiele myśląc, wstała i lekkim krokiem opuściła komnatę.
Przemierzała marmurowe korytarze, uważnie się rozglądając. Zza rogu wyłonił się Agarwaen. Jego długie, jasne włosy spływały po silnych ramionach. Pogrążony był w rozmowie z Tinco, nadwornym kucharze, który służył im od setek lat. Na widok siostry, przeprosił towarzysza i z uśmiechem na ustach, skierował się w jej stronę.
- Dzień dobry, Aredhel. Jak śniłaś tej nocy? - spytał uprzejmie, kładąc dłoń na ramieniu elfki.
- Dobrze, dziękuję. Wiesz może, gdzie podziewa się Khanzo? - odwzajemniła uśmiech, wyczekując odpowiedzi.
Agarwaen ściągnął brwi, przez chwilę nad czymś rozmyślając.
- Nie powiadomił cię? Khanzo opuścił Silvermoon zaraz po tym, jak na niebo wzeszło słońce.
Aredhel zamarła. Przez chwilę sprawiała wrażenie zaskoczonej, jednak szybko jej twarz się rozjaśniła.
- Wiedziałam, jednakże nie spodziewałam się, że wyruszy tak wcześnie - odpowiedziała, wyzwalając się jednocześnie z silnego uścisku brata - Muszę porozmawiać z ojcem, wybacz - dodała i oddaliła się w stronę komnaty króla.
Zapukała cicho w ogromne, drewniane drzwi, po czym bezszelestnie weszła do środka.
Elros, pochłonięty pisaniem listu, nawet nie zauważył obecności córki, dopóki nie podniósł wzroku, aby zanurzyć pióro w atramencie. Zostawił je jednak w kałamarzu, oparł się o miękki fotel i popatrzył pytająco na elfkę.
Aredhel zrobiła kilka kroków w jego stronę i ominąwszy biurko usiadła mu na kolanach.
- Ojcze, muszę ci coś wyznać. Moja decyzja zrani cię zapewne, tak jak mnie, w momencie kiedy ją podjęłam. Zawsze powtarzałeś mi, żebym podążała za głosem serca i to właśnie mam zamiar uczynić. Darzymy się z Khanzem głębokim uczuciem i mamy zamiar być razem. Myślę, że już się domyślasz do czego zmierzam. Wyrzeknę się Świtu. Mam nadzieję, że jesteś w stanie zaakceptować naszą decyzję.
Elros przerwał jej, unosząc prawą dłoń. Przez dłuższa chwilę milczał, spoglądając w stronę okna.
- Dobrze, wiesz, że to dla mnie ogromny cios, jednakże nie mam zamiaru cię powstrzymywać. To twoja świadoma decyzja, mam nadzieję, słuszna. Wrota Silvermoon zawsze będą stały przed tobą otworem. Jedyne o co proszę, to żebyście nas regularnie odwiedzali.
- Będziemy, Quel' Thalas na zawsze pozostanie moim domem, nie ważne gdzie bym się znajdowała, sercem będę wracać tu - zapewniła.
Król z dostojnością skinął głową, nadal pogrążony w rozmyślaniach i takiego też zostawiła go Aredhel, udając się do ogrodu.
Przysiadła na trawie, obok Agarwaena rozmawiającego z Luthien. Oboje co jakiś czas wybuchali gromkim śmiechem, który odbijał się echem od murów monumentalnego pałacu. Myśli Aredhel natomiast były daleko stąd. Na ziemię sprowadził ją dopiero znajomy odgłos kopyt.
Amras zajechał pod zamek, na swoim wspaniałym wierzchowcu. W pośpiechu zeskoczył z konia i popędził w stronę rodzeństwa. Aredhel zerwała się z miejsca, wyraźnie zaniepokojona zaistniałą sytuacją.
- Co się stało? - spytała, zbliżającego się Amrasa
- Do Quel' Thalas zbliża się wielkie niebezpieczeństwo...
Aredhel and LĂşthien.
Nastrój:
tagi:
"Przysięga"
Wygląd Aredhel niewiele się zmienił, albowiem lata śmiertelników nie pozostawiały na niej żadnej skazy, jednak twarz jej nabrała powagi. Khanzo natomiast osiągnął pełnie swych sił cielesnych i duchowych.
Takim też ujrzała go Aredhel po raz pierwszy od długiego rozstania, a kiedy nadchodził ku niej pod Drzewami Życia, wiedziała czego pragnie i los jej był już przesądzony.
Amras Hornblower, powszechnie znany jako Khanzo, pochodził z rodu GregHorn. Był synem Uthera Hornblowera i jego małżonki Laudysy - ludzi.
Jako że Uther i Elros byli dobrymi przyjaciółmi, Khanzo niegdyś spędzał dużo czasu w Królestwie Silvermoon. W szybkim czasie między nim i córką króla zrodziło się uczucie. Jednak po kilku latach Khanzo podjął niebezpieczeństwa i trudy, kiedy zaś on znajdował się daleko, Aredhel podążała za nim myślami.
Dzisiaj los przywiódł go ponownie do Krainy jego młodości, a wspomnienia na nowo w nim odżyły.
- Witaj księżniczko - powiedział Khanzo całując dłoń Aredhel.
- Witaj... - wyszeptała z trudem łapiąc oddech.
Ledwo opanowała emocje i była w stanie wykrztusić z siebie coś więcej, nadszedł jej brat wraz z Aegnorem i objął ją ramieniem.
- Jak dobrze cię w końcu widzieć siostro. Nawet nie wiesz ile fascynujących historii mamy ci do opowiedzenia.
Ona tylko lekko się uśmiechnęła w odpowiedzi. Obserwowała Khanza, który właśnie witał się z jej ojcem. Zauważył to Agarwaen i zapytał :
- Cieszysz się, że przybył on z nami?
- Gdzie go spotkaliście? I dlaczego postanowił tu zawitać?
- Na pewno miał jakiś powód - rzekł Agarwaen i spojrzał wymownie na siostrę - Natrafiliśmy na niego w karczmie "Złote Rogi" w Martios. To najczęściej odwiedzana przez wędrowców wioska w Nortreand - jego Ojczyźnie.
Nie mieli czasu na dalszą rozmowę, ponieważ Elros Númenessë zaprosił wszystkich do salonu na biesiadę. Aredhel zasiadła pomiędzy Aegnorem i Lúthien natomiast naprzeciwko niej znalazł się Khanzo.
Przez całą ucztę nie zamienili ze sobą ani słowa - on cały czas unikał jej wzroku udając, że słucha opowieści króla, które znał na pamięć - ona była pogrążona w rozmowie z Aegnorem Véneanárem.
- Amrasie, zdradź nam kiedy opuszczasz Quel' Thalas? - rzekł władca Silvermoon.
Khanzo wyprostował się i zerknął ukradkiem na Aredhel, która udawała obojętną i nadal rozmawiała z przyjacielem.
- Jutro Elrosie. Myślę, że Dzień Valarów jest odpowiedni na rozpoczęcie dalszej drogi.
Aredhel, na dźwięk jego słów, przerwała rozmowę i spojrzała na Khanza. Ten jednak dokończył spokojnie kolacje i przepraszając wszystkich wstał od stołu. Aredhel zrobiła to samo i pośpiesznie ruszyła za nim. Dogoniła go, gdy otwierał drzwi, swojej komnaty. Stanęła przed nim i popatrzyła w jego brązowe oczy.
- Cóż z ciebie za wojownik Amrasie, skoro nie potrafisz nawet stawić czoła zwykłej elfce? A może po tych chwałach, jakie zdobyłeś, uważasz że nie jestem godna twojej uwagi? Może już w ogóle nic dla ciebie nie znaczę - powiedziała, a w jej pięknych, niebieskich oczach zaszkliły się łzy.
Khanzo odwzajemnił jej spojrzenie, ale nie odpowiedział ani słowa. Ujął jej dłoń swoją i poprowadził do ogrodu. Przechadzali się razem po zielonych murawach Silvermoon, aż słońce zaszło już całkowicie za horyzont. Wtedy Khanzo i Aredhel oddalili się na piękne wzgórza otaczające zachodnią część Quel' Thalas, gdzie boso chodzili po nieśmiertelnych trawach, a stopy ich dotykały kwiatów, jedynych w swoim rodzaju. I tam właśnie spojrzeli na zachód, gdzie rozciągał się Mrok oraz na wschód, gdzie mieszkał Świt. I w szczęściu wymienili słowa przeznaczenia.
- Przerażający jest Mrok, a moje serce się raduje, Amrasie, gdyż ty stoisz pomiędzy tymi mocarzami i nie zabraknie ci siły, by je zniszczyć - rzekła Aredhel
Khanzo zaś odpowiedział :
- W żaden sposób nie mogę tego przewidzieć, bo skryte jest przed moimi oczyma, co się dokona. Skoro jednak ty pokładasz we mnie wiarę, rośnie i nadzieja, że rozpędzę Mrok, z którym już od dawna się potykam. Jednak nie dla mnie Mrok ani Świt jako że jestem śmiertelnikiem. Jeśli więc będziesz chciała dochować mi wierności, Aredhel, i ty ze Świtu będziesz musiała zrezygnować.
Ona zaś zamarła wtedy jak biały posąg i zapatrzyła się na wschód, a potem rzekła:
- Dochowam ci wierności, Amrasie, i wyrzeknę się Świtu, aczkolwiek tam leży kraj i miejsce ostatecznego wytchnienia wszystkich moich bliskich.
A ojca darzyła miłością ogromną.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wreszcie uporałyśmy się z II rozdziałem. Przeczytajcie i napiszcie co sądzicie. Mamy nadzieję, że Wam się podoba.
Zapraszamy także do rozwiązania testu z II rozdziału. Jeśli jeszcze nie jesteście w naszej subskrypcji to zachęcamy do wpisania, bo naprawdę warto! :))
Tak więc kończymy już i czekamy na Wasze komentarze ^^
Pozdrawiamy.
Aredhel Númenessë i Lúthien Isilrá.
Aredhel and LĂşthien.
Nastrój:
tagi: